Rozpoczynamy dyskusję

Rozpoczynamy zapowiedzianą wcześniej dyskusję. Czekamy na Państwa głosy i opinie, także przeciwne. Mamy nadzieję, że wymiana poglądów okaże się owocna. W ten sposób przyczynimy się do podwyższenia poziomu estetyki inicjatyw wprowadzających w przestrzeń publiczną rozwiązania, w których sztuka odgrywa zasadniczą rolę.

Debatę otwiera zamieszczony poniżej artykuł dr Jacka Friedricha z Zakładu Historii Sztuki Nowoczesnej Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Gdańskiego. Tekst został zamówiony przez lokalny dodatek „Gazety Wyborczej”. Miał ukazać się 12.11.2010. jako komentarz do sprawy pomnika w kościele Mariackim, ale został odrzucony przez redakcję ze względu na zawarte w nim krytyczne oceny politycznego establishmentu oraz reakcji mediów na wydarzenia wokół katastrofy smoleńskiej. Autor zdecydował się pozostawić tekst bez zmian, choć wiadomo już, że pomnik stanął w kościele, a list otwarty nie doczekał się odpowiedzi.

 

POMNIK W MARIACKIM

 

W kościele Mariackim ma stanąć pomnik poświęcony ofiarom katastrofy smoleńskiej. Od chwili opublikowania projekt budzi ogromne emocje. Zapewne wśród jego przeciwników są i tacy, którzy kwestionują samą ideę uczczenia ofiar tej tragedii. Myślę jednak, że są oni w mniejszości. Nie chcę zresztą wypowiadać się w niczyim imieniu, poza własnym.

W moim najgłębszym przekonaniu tragedia i jej ofiary zasługują na godne upamiętnienie w centrum stolicy, najlepiej jak najbliżej pałacu prezydenckiego i choć jako historyk sztuki uważam, że trudno byłoby pogodzić arcydzieło, jakim jest pomnik księcia Józefa z nowymi formami rzeźbiarskimi, to mogę sobie wyobrazić, że zdolni i odpowiedzialni projektanci potrafiliby także w tej przestrzeni dać rozwiązanie i piękne, i mądre. Dalej: uważam, że działania wokół krzyża i pomnika zarówno rządzącej partii, jak i samego prezydenta Komorowskiego były nacechowane brakiem taktu oraz politycznym wyrachowaniem dziwacznie splecionym z zawstydzającym infantylizmem. Przy czym nie mam zamiaru twierdzić, że druga strona jest tu bez winy. Także zresztą media, w tym i „Gazeta Wyborcza”, zrobiły w całej sprawie wiele złego. Tyle jeśli chodzi o mój stosunek do tej kwestii.

A teraz dwie dalsze.

Forma pomnika. Nie miejsce tu na subtelne analizy estetyczne, powiem więc najkrócej – jest to forma rażąco zła (o ile można wnosić z pokazanego nam projektu). Nie zetknąłem się z nikim, kto broniłby artystycznej wartości tej propozycji, a rozmawiałem o niej z kilkunastoma artystami, konserwatorami, historykami sztuki. Oczywiście trzeba zauważyć, że ta zła forma jest wynikiem ogólnego upadku sztuki sakralnej we współczesnej Polsce, co jest bolesne dla mnie jako wiernego syna Kościoła Rzymskiego, tego Kościoła, który przez długie stulecia czcił Boga arcydziełami wyznaczającymi wyżyny europejskiej kultury. Dziś normą jest w naszych świątyniach kicz i estetyczny chaos. W nowych kościołach złą sztukę staram się znosić z pokorą (choć nieraz ta pokora przechodzi w upokorzenie). Co innego jednak, gdy nasz dzisiejszy kicz wkracza do wnętrz zabytkowych. A co dopiero, gdy zagraża takiemu arcydziełu, jak gdański kościół Mariacki! Wówczas trudno o pokorę. Wówczas trzeba już zdecydować: czy znosić kornie brzydotę i zły smak dzisiejszego Kościoła, czy bronić piękna i wzniosłości Kościoła dawnego. Wolałbym jako katolik nie stawać przed takim wyborem. Niestety nieraz trzeba. I wówczas bronię dawnej estetycznej wspaniałości mojego Kościoła przeciw jego dzisiejszemu estetycznemu skarleniu.

Wreszcie: dlaczego konserwator wojewódzki wydał zgodę? Wbrew temu, co można było wyczytać w prasie, nie mam żadnych podstaw, by sądzić, że uległ on bezpośredniej presji księdza arcybiskupa. Używając w rozmowach z dziennikarzami słowa „presja” miałem na myśli, i nadal mam, potężną presję, jakiej w Polsce w ogóle, a w Gdańsku może w szczególności, podlegają konserwatorzy. Kwestionuje się bezustannie ich decyzje; obciąża winą za brzydotę naszych miast, a równocześnie nie daje narzędzi, które mogłyby tę brzydotę powstrzymać; nazywa „hamulcowymi rozwoju”; widzi w nich złośliwych biurokratów, którzy myślą tylko o tym jak utrudnić życie władzom miejskim, inwestorom, kościelnym administratorom i zwykłym zjadaczom chleba. Tymczasem pomimo licznych potknięć (tak jak my wszyscy, są tylko omylnymi ludźmi) reprezentują oni Rzeczpospolitą, czyli nas wszystkich. A Rzeczpospolita już w 5. artykule konstytucji zobowiązuje się strzec dziedzictwa narodowego. I właśnie dlatego nieraz konserwator powinien, wręcz musi – właśnie dla dobra owego dziedzictwa – podejmować decyzje, które dla wielu z nas są niedogodne. Taka jest społeczna rola i racja bytu urzędów konserwatorskich. Może gdybyśmy o tym lepiej pamiętali, gdybyśmy zaprzestali nieustannych i jakże często niesprawiedliwych ataków, konserwatorzy skuteczniej broniliby bezcennego wspólnego dobra, jakim są zabytki i pewnie rzadziej popełnialiby tak bolesne pomyłki, jak ta sprzed kilku dni.

Jacek Friedrich

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dyskusja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.